Duchownych obowiązuje całkowita dyskrecja.

Cztery lata temu Davidowi i jego nowej żonie urodziło się
ekstatycznego orgazmu.
zamiaru. Muszę się jednak z państwem spotkać w celu wyjaśnienia
Dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności byli ubrani całkiem
pożądanie z jej chętnych ust. Tak to właśnie czuła, że coś od niej brał.
- Dotarłeś do dzieci Loli?
wspaniałą, lekko owłosioną klatką piersiową Diaza i jego
Wytarła ręcznikiem nadmiar oliwki i wciągnęła szorty. Założyła przezroczystą białą bluzkę, nie zawracając sobie głowy zapinaniem guzików. Podwinęła rękawy. Wsunęła sandałki, rozpuściła włosy i zmierzwiła je. Hebanowe loki spadły jej na oczy i policzki i niczym kaskada spłynęły do połowy pleców. Kończył jej się repertuar wymówek, którymi usprawiedliwiała to, że kręci się przy stajniach. Jeżeli zjawi się tam bez powodu, będzie to grubymi nićmi szyte. Nie mogła pokazać, że jest zrozpaczona. Chciała dać Brigowi do zrozumienia, że jest nim zainteresowana. Zagadnęła go już o lekcje jazdy konnej. Mogła go poprosić, żeby ją zabrał do miasta albo żeby sprawdził, co jej stuka w samochodzie, albo pojechał z nią na przejażdżkę konną... Nigdy nie musiała zadawać sobie tyle trudu, żeby zwrócić na siebie uwagę mężczyzny. Na ogół było na odwrót. Ale Brig był inny niż wszyscy mężczyźni z Prosperity. A nawet z Portland. Chociaż całe cztery lata spędziła w internacie katolickiej szkoły dla dziewcząt imienia świętej Teresy, miała wiele sposobności, żeby spotykać się z chłopcami od jezuitów i z uczniami Głównej Szkoły Katolickiej, jak też ze studentami z Uniwersytetu Stanowego w Portland, który znajdował się o kilka przecznic od murowanego internatu szkoły dla dziewcząt. Zatrzymała się przed drzwiami stajni, pociągnęła wargi szminką i weszła do środka. Zmarszczyła nos, bo śmierdziało moczem i łajnem. - Brig? - zawołała. - Brig? Jesteś tu? Usłyszała tylko ciche parskanie, rżenie i szelest kopyt w sianie. Kątem oka zobaczyła, że coś się porusza. Przestraszona odwróciła się i zobaczyła, że przy worku z owsem stoi Willie. Trzymał w rękach uprząż i wpatrywał się w nią zamglonymi niebieskimi oczami. - Jezu, Willie, śmiertelnie mnie przeraziłeś. Oblizał nerwowo wargi. - Przepraszam. - Wiesz, gdzie jest Brig? Zmarszczył brwi w skupieniu. Angie miała ochotę nim potrząsnąć. Czasami robił się głuchy jak pień. Jąkał się i nie chciał odpowiadać na pytania. Wyglądał na zażenowanego. A czasem sprawiał wrażenie sprytniejszego i bardziej rozgarniętego niż wielu parobków. Angie zastanawiała się, czy naprawdę jest głupi. Wyglądało na to, że wykorzystuje swoje upośledzenie, jak mu wygodnie. Ale to chyba niemożliwe. - Mac jest z krowami. - Nie obchodzi mnie Mac. Pytałam o Briga. Willie zagryzł wargi i odwrócił wzrok. Miał lekko kręcone ciemnobrązowe włosy, które były matowe i potargane. Jego oczy miały nieokreśloną barwę, między szarością i błękitem. - Brig pracuje. - To wiem. - Nie chce, żeby mu przeszkadzać. - Dobrze, Willie. - Angie westchnęła w duchu i przysunęła się o krok do chłopaka. - Muszę się z nim zobaczyć - powiedziała miękkim, przymilnym głosem. - Po co? Cholera, ten wielki kretyn był irytujący. Ale można się z niego chwilę ponatrząsać. Położyła ręce na biodrach, podkreślając szczupłą talię. Wypięła piersi. Willie żywo zareagował. Spojrzał na zagłębienie między piersiami dziewczyny, a potem skierował wzrok na krokwie, żeby się na nią nie gapić. Podeszła do niego powoli. - Daj spokój, Willie - wyszczebiotała. - Mam mało czasu. Więc gdzie jest Brig? - dotknęła rękawa jego brudnej koszuli. Williemu krew pulsowała w skroniach. Nagle w stajni zrobiło się ciasno i duszno. Chłopak spojrzał Angie głęboko w oczy. Przebiegł ją dreszcz strachu i oczekiwania, bo Willie nie starał się ukryć pożądania. Zastanawiała się, czy tym razem nie posunęła się za daleko. W końcu był mężczyzną. Sądząc po ciemnym zaroście, szerokich ramionach i kędzierzawych włosach wystających spod koszuli, był młodym, fizycznie silnym i zdrowym mężczyzną. - A co chcesz? - spytał chrapliwym szeptem, tak cichym, że serce Angie zaczęło łomotać. Chłopakowi świeciły się oczy. Odkaszlnęła i cofnęła się o krok, bojąc się, że jej uwodzicielskie zachowanie może wywołać zwierzęcą reakcję. Nagle dotarło do niej, że biedny, głupi Willie mógłby jej pomóc. Ale te myśli były niebezpieczne. - Po prostu muszę z nim porozmawiać. - To go znajdź. - Willie odsunął się od niej, oddychając nierówno. Zacisnął palce na uprzęży, którą miał naprawić. Wyszedł tak szybko, że prawie potknął się o grabie. Był przerażony nie mniej niż dziewczyna. - Cholera - mruknęła Angie, gdy poszedł. Pot wystąpił jej na czoło i trzęsły jej się ręce. Willie nie był tak niewinny, na jakiego wyglądał. Angie przypomniała sobie, jak Felicity zdjęła przy basenie koszulkę i pokazała Williemu piersi. Popatrzył sobie. Pewnie poszedł potem w krzaki, zamknął oczy, przypomni sobie białą skórę Felicity i jej wielkie cycki i się spuścił. A może myślał wtedy o niej?
parkingu.
małomówny, odpowiadał na jej pytania! Podbiegła trochę, aby
siedem kilo więcej niż przed ciążą, ale nie martwiła się tym zbytnio.
Kawiarenka „U Dolly" była modnym miejscem, szczególnie
wreszcie relaksując się ostatecznie, i wtulił w Millę tak, by wciąż
- Postaw tu stopę - powiedział. Milla posłuchała go, ostrożnie
Zdzisław Stefan Rachtan

histerii.

dni wolnego i poleciała do Louisville w stanie Kentucky. Tam
miała porywacza Justina niemal w zasięgu ręki.
- była obecnie zdolna. I choć Diaz był ciężkim przypadkiem, to na
rugby

oskarżenia w przeciągu siedemdziesięciu dwóch godzin. W zasadzie

poradzić sobie z jakimiś problemem. Kiedy już się z nim upora, opowieść
- Mam pomysł - powiedział jej ukochany.
od stolika.
dane osobowe


na skutek upływu krwi i w końcu utrata przytomności. Jeśli krwawienie nie zostanie
mieszkańców. Zwykle nie ma tu nic ciekawego do roboty... pozostaje gadanie. Tak już jest.
Quincy’emu jednak zapadły w pamięć ostatnie słowa Candy po pięciu dniach męczarni.
rozporządzenie o ochronie danych osobowych